"Sonety w Kwiatach"

Sonet w kwiatach

Za wdzięk tradycji sonet polubiłem.

On wybrał ogród, po cichu i skrycie;

Jeszcze niedawno z rymów sobie kpiłem,

Lecz z kwiatów - nigdy! To piękno w rozkwicie.

Nawet Kopciuszek przez chwilkę się stroi,

Na balu uwieść chce macosze zięcia,

Czas karnawału pragnienia ukoi,

Panną, raz w roku, młodą jest do wzięcia.

W ziemskim teatrze widzów nie zabraknie,

Orgia, w najlepszym wydaniu, tłum wciąga,

Kto raz ja ujrzy, nowej porcji łaknie;

Nie dziw że sonet kwiatów wciąż wygląda.

Prawda, że sprytny? Na łatwiznę idzie.

Serce w trzepocie zapomni o wstydzie.


Azalia

Długo azalie sukni swych czekały,

Dziś głośno krzyczą: "W pąkach nam za ciasno!"

Jesienią pewnie trochę podjadały,

Jutro premiera, tej nocy nie zasną.

Od rana żółta, biała i różowa

Konkurs szykują, która będzie pierwsza?

Złota przegonić czerwoną gotowa,

Pomarańczowa, glorii najpewniejsza.

Barw wszelkich feta blaskiem pieści oczy;

Krawcowa znowu dobrze się spisała,

Modną kreacją jury zauroczy,

Swoją maturę azalia już zdała.

Łatwo sprawdzicie, jeśli tylko chcecie,

Kwiaty nie lubią kąpać się w sekrecie.


Budleja

Budleja wszystkie motyle zwołała

Z najodleglejszej nawet okolicy,

Zakompleksiona? Cudzymi się chciała

Piórkami zdobić, czy to zalotnicy?

Piwoszy, Guinness bardziej nie przyciąga,

Nawet najlepszy - z irlandzkiego pubu;

Każdy za wolnym miejscem się rozgląda,

Skorzystać pragnie z budlei powabu.

Do jej nektaru motyle zlatują,

Boskości pragną uszczknąć odrobinkę,

Raz nie wystarczy - kolejny spróbują.

Jutro zwołają tu całą rodzinkę.

Śliczna Budlejo! Uroku masz tyle,

Że wielbią ciebie nie tylko motyle.


Bzy, czyli lilaki?

Gdzieś niespodzianie „bzów” zapach znajomy

Drogę wyznacza, zwołuje zebranie.

Tłum miłośników widoku łakomy,

Skuszony sławą pędzi na spotkanie.

Już całkiem blisko, woń wyczuwa znaczną,

Interaktywną sielankę z rozmachem.

Stęsknieni wrażeń, upajać się zaczną

Lilak widownią, publiczność zapachem.

Nikt ne pamięta, kto je bzami ochrzcił,

Z nimi nie mają przecież nic wspólnego,

Lecz bez prawdziwy przybysza ugościł:

„Cudownie pachniesz, lubię cię kolego.”

Lilaki w ciepłą niedzielę majową,

Rok w rok gotowe ucztę dać zmysłową.


Chryzantema

Kto dziś fortepian ma we własnym domu,

By móc w krysztale wielbić chryzantemy?

Czy się przypomni, że są piękne, komu?

Świecie współczesny... kim my zostaniemy?

Któż elegancji lepszym jest przykładem,

Kto by nostalgię dostojniej przywołał,

Kto czułych wspomnień wierniejszym sąsiadem,

Któż inną „panią” w tej roli by wolał?

Przyjdź chryzantemo! Kwitnij jak najdłużej!

Na ludzki zachwyt zawsze możesz liczyć

Kwiaty zazdroszczą widowni tak dużej.

Swój urok zechciej wiecznie możesz ćwiczyć.

Nie bez powodu Wszystkim Świętym służysz;

Nie mów, że rychłą wieczność ludziom wróżysz.


Chwasty?

Co tam tak błyszczy, „kalafiorek” płaski”?

Dzika marchewka - chwast, a kwitnie ładnie.

Wyrasta sobie, gdzie tylko zapragnie.

Najmniejszej, przy tym , nie czyniąc nam łaski.

Robi to stale, rok w rok, nieproszony,

I ma niezwykle skromne wymagania,

Choć go ogrodnik bez przerwy wygania,

Pomimo suszy, rośnie jak szalony.

W tym roku poznał nowego kompana,

Razem śpiewają w niezwykłym duecie,

Zapominają... co zły los im plecie,

W promieniach słońca kąpiąc się od rana.

I w chwastach drzemie urok tego świata,

Nieznany tobie? Żałuj! Twoja strata.


Dalie

Ciągle mnie kuszą dalie urodziwe;

Parawan mglisty wdzięku nie przysłoni.

Co roku płaczą: „To niesprawiedliwe!

Czemu nas ciągle mróz okropny goni?

Niszczy nam suknie, mrozi nieraz całe,

Chcemy jak lilie… w czym one są lepsze?

Na ciepło słońca szanse mamy małe,

Kij nawet zmarznie; kto nas dziś podeprze?”

Ja to rozumiem, lecz cóż mogę zrobić?

Sorry, niestety taki mamy klimat.

Czy mam podmuchać, termometr podrobić?

Gdzie Ameryka? Ja też mam dylemat.

Tu, na Podlasiu; kto późno przychodzi,

Niech się z tym liczy, że sam sobie szkodzi.

Dziewięćsiły

Dziś niespodzianie radość mi sprawiły,

Słowami, za to, hołd oddam przyrodzie,

Bo jak nie mówić o pięknej przygodzie,

Kiedy się spotka śliczne dziewięćsiły?

Wśród skał wapiennych Słowackiego Raju

Takiego święta się nie spodziewałem.

Intrygowały... długo przy nich stałem,

Przy wąskiej ścieżce na polany skraju.

W moim ogrodzie kiedyś je widziałem,

Fascynujące, jakby nierealne,

Powiedzieć - "piękne" - byłoby banalne,

Właśnie w naturze zobaczyć je chciałem.

Choć je zaprasza do siebie świat cały,

Nikt ich nie sadził... Raj same wybrały.

Forsycja


Żółtym forsycjom, jak zawsze się śpieszy

Na drodze stanąć wiośnie wyczekanej,

Nadzieje spełnić miłośników rzeszy

Słońca spragnionej, z uwielbienia znanej.

I gdyby tylko cień szansy dostały,

Do lata strojem ogrody złociły,

Rozczarowania maki by doznały,

Piwonie, stażu by nie zaliczyły.

Kosaćce, pewnie też by nie przeżyły

Takiej zniewagi, z pospólstwem zrównania,

Azalie, zbrodni by się dopuściły,

Skromnym konwaliom brakłoby uznania.

Szczęśliwie, wiosna kwiatom jest życzliwa,

Zachwycą! Wszystkie! Taka – sprawiedliwa.


Funkia, czy hosta?

Mało, kto funkię kojarzyłby z kwiatem,

Choć liśćmi słynna, nim również zaskoczy.

Może zbyt skromny w relacjach ze światem,

Lecz każdy przyzna, że też jest uroczy.

I chociaż z trudem wywoła sensację,

Mała konwalia pełna jest zazdrości,

Chętnie by miała podobną kreację.

Niejedno gniazdko miłosne wymości.

I nie zależy skromnej na tytule

Szlacheckim, czy też dumnej ekscelencji;

Ja, do niej zawsze odnoszę się czule,

Bo w parze z liśćmi nie ma konkurencji.

Wszystko mi jedno jak ją ludzie nazwą:

Funkia, czy hosta, wciąż jest moją gwiazdą.

Gdy oczy twoje…

Gdy oczy twoje dni już tylko liczą,

Lilie, dwie zaproś – życie przywołają.

Na koronację wszak potencjał mają,

„Chcemy być sławne!” Fanfar chórem krzyczą.

Za mało liliom już królewskich stołów,

Królewskich parków, królewskich ołtarzy,

Przyznały: „Pięknym, we wszystkim do twarzy,

Bez lilii ogród, to raj bez aniołów.”

Nawet najtwardsze serca skruszyć mogą,

Ja miałem miękkie, mnie dawno uwiodły,

Choć żal mi będzie mej uroczej jodły,

Łatwiej się żegnać, gdy je wezmę z sobą.

Bo dzięki liliom, piękny świat poznałem,

Bo liliom, serca swego część oddałem.

Hortensja

Kto się zakochał w przepięknej hortensji,

Musi się liczyć, że dostanie kosza.

Ja tez nie mogę mieć do niej pretensji,

Może nie dla niej kurnik i kokosza?

Przykro, że nie chce ze mną dłużej zostać,

Może to dama... i nie dla niej wiocha,

Może ja nie wiem jak zadaniu sprostać?

Trudno - się mówi i z nadzieją... kocha.

Nie będę gniewem sumienia obarczał,

Na tym się skupię, czym ją mogę skusić,

Żeby mój adres strachu nie dostarczał,

Żeby zechciała do ogrodu wrócić.

Dziś, z jej decyzją muszę się pogodzić.

Czy zdołam kiedyś hortensji dogodzić?

Imieniny

Od dziś nie będę imienin obchodził

Skoro mi życzeń kwiaty słać nie mogą,

Dance, Jankowi różą los osłodził.

W ten dzień szczególny, wstali prawą nogą?

Ania wśród lilii imieniny spędza,

Szykiem chryzantem Ireny się cieszą,

Michał z trudnością pszczoły wciąż odpędza,

Chcą się pożegnać z wrzosem, więc się spieszą.

Tomasz ze smutkiem na ogród spogląda,

Już żaden kwiatek w ogrodzie nie kwitnie,

Nawet Sylwester gorzej nie wygląda,

Szampan mu z hukiem jakiś numer wytnie.

A może jednak zachowam tradycję

Z kwiaciarni bukiet też ma aparycję.

Jukka

Nikt nie zapomni, gdy choć raz zobaczy,

Nie wiem czy z tego, lecz ósmy cud świata;

Chyba niemądra, niech mi to wybaczy

Swatka, gdy mówi, że piękną wyswata.

Genami przodków słońca wciąż spragniona,

Zapasy musi dwa lata gromadzić;

W niebo celuje ‘dzwonnica szalona’,

I jak to robi nie chce prawdy zdradzić.

„Witam Jejmości, kłaniam się Waszmościom,

Bardzo się cieszę, że mnie odwiedzacie”

Po staropolsku prezentuje gościom,

Swe wychowanie jukka… Może znacie?

Och! Gdyby jeszcze dzwonki jej śpiewały,

Jej by pokłony bił stale świat cały.

Komu berło?

Czy od piwonii pyszni się coś bardziej?

Kto w małym pąku zmieści tyle płatków,

"Przepiękna jestem!" - woła od niej hardziej,

I narcystycznych więcej ma zadatków?

Co jej dorówna pięknych szat wielkością,

Paletą barw i różnych ich odcieni?

Komu kojarzą się z jakąś przykrością?

Ktoś ich potencjał olbrzymi przeceni?

Gdy już rozsypią swe kwiaty piwonie,

W obłęd by wpadły, gdyby wciąż je miały,

Lilie królewskie odtrąbią symfonie,

Do berła przecież pretensje zgłaszały.

Dobrze, że kwiaty dzielą się porami:

Jedne chcą czerwca, inne lipiec mami.

Konwalia

Wonna niezwykle – bojąc się zawiści –

Ciut niedzisiejsza, jakby niegotowa,

Swe śnieżne dzwonki ukryć chce wśród liści

Serca lekarka, konwalia majowa.

Śliczny bukiecik – "KOCHAM!" - głośno woła,

Panny niewinne zapachem uwodzi,

Szeptem intymnym miłość wzbudzić zdoła,

Chwile rozłąki kochankom osłodzi.

Trudno opisać liczne jego wdzięk,

Moc niepojętą kryje biały światek,

Odpędzi wszelkie zakochania lęki,

Aż dziw, co może mały, wonny kwiatek.

Z konwalią piękne łączą mnie wspomnienia.

Żal, że się młodość szybko w przeszłość zmienia?

Kosmos

"Prawdziwy kosmos? – wyobraźnia pyta –

Pozostałości Wielkiego Wybuchu?"

Nie ! To „onętek”, niespodzianka skryta.

Drobna pamiątka gwiezdnego okruchu.

Skoro z rozpadu gwiazd piękno powstało

Skromną drobinkę pewnie odziedziczył,

Gdyby zaś jeszcze tego było mało,

Ja bym zachwytu kilogram doliczył.

Trudno przecenić „kosmosów” urodę:

Z blaskiem soczystym, wielobarwne oczy,

Wpatrzone w niebo, wróżące pogodę;

Urok przed nimi, zawsze dumnie kroczy.

Nie brak kosmosom wiernych miłośniczek,

Wręcz wielbicielek, pastelowych liczek.

Lilia

Wiesz? Lato porą dla lilii wyśnioną,

Jej świat, to słońce i wystawne życie;

Oblubienicą chce być upragnioną,

Uwielbia przepych, nie chce tęsknić skrycie.

Wie, że jest moją doroczną nagrodą,

Zadbam o dobre jej samopoczucie;

Ona, jak zwykle olśni mnie urodą,

Jakby w podzięce za ciepłe uczucie.

Jesienią rolę kochanki skończyła,

Bo czas do zimy długiej się szykować;

Swe wonne kwiaty znów pod ziemią skryła,

By za rok koncert, nowy przygotować.

Z lilią inaczej miłość się potoczy,

Wszak nie jest różą, kłuje tylko w oczy.

Lilia królewska

„Dlaczego jesteś, drogi mój sąsiedzie,

Dziwnie złośliwy, żeby nie rzec wredny,

Musisz tak krzyczeć, że się dobrze wiedzie? -

Fan lilii słyszy, w sposób niewybredny.

Zdumiony pyta: „Skąd ta wielka wrzawa?

Czemu zarzucasz tak paskudne cele?”

Żona – on na to – ze mną nie rozmawia,

Kołki mi ciosa. "Tego już za wiele…

Czemu posadził, tak prowokacyjnie,

Lilię królewską? Czemu ja jej nie mam?!

Załatw mi szybko!" - Dręczy mnie seryjnie,

Jak z automatu - dłużej nie wytrzymam!”

Mnie to nie dziwi, nawet ją rozumiem,

Ja też zapomnieć 'regale' nie umiem.

Liliowiec

Krzyczy liliowiec zazdrosny o sławę:

„W czym jestem gorszy? Pomówmy o zmowie.

Rok w rok się staram, ciągle grzeję ławę,

Skąd takie fatum? Może ktoś mi powie?

Nieco podobny, masz swoje zalety,

Lecz choćbyś nie wiem jak się mocno starał,

Nie zdołasz liliom dorównać, niestety,

Przy nich wyglądasz zwyczajnie, jak banał.

Przez dobę tylko wdzięki swe roztoczysz,

Lilii się przyjrzysz, więdniesz przerażony,

Przez krótką chwilę kogoś zauroczysz,

Więc próbuj dalej, wszak jesteś szalony.

W szaleństwie czasem kryje się metoda;­

Z hardym liliowcem ucieszy przygoda.

Magnolia

Magnolia ‘Susan’ temu, kto ją spotka,

Oczu pieszczotą, gdy w maju zakwita.

Dumna niezwykle urody despotka

Miss World odpowie: „więc jesteśmy kwita!”

Chociaż Pankracy kwiat jej czasem zmrozi,

Różową suknię – piękna alegorię,

Gdy czas nadejdzie liściem mu pogrozi,

Żółtej forsycji, ogłosi wiktorię!

Wiosna się odtąd w ogrodzie panoszy,

Różaneczniki zaprasza do tańca,

Niech nie żałują własnych czterech groszy.

Wonnym hiacyntom czasem da kuksańca.

Choć lato zawsze porą jest radosną,

Zuzannę zawsze chętnie ujrzę wiosną.

Malwy

Pamiętasz malwy – polskiej wsi klejnoty?

Ze smutkiem wyznam, bez nich świat nie taki.

Z trudem dziś stare podtrzymują płoty,

Obojgu, zatem gorzki los jednaki.

Wszędzie ‘Szmaragdy’, komu malwy szkodzą?

Takie dziś smutne spacery o zmroku,

Więc, może jednak jutro się odrodzą,

Wieś nie zapomni słodkich malw widoku.

Z modą tak bywa, że po latach wraca;

Przed każdym domem ogród coraz większy,

Dobrze, że człowiek w niej się nie zatraca,

Iglastą zieleń kwiatami upiększy.

Już zaprosiłem malwy do ogrodu,

Przynajmniej one będą, jak za młodu.

Mieczyk

Jak polski rycerz, wśród wysokiej trawy,

W pełnym rynsztunku, heros czynem słynny,

Mieczyk zapragnął zaznać równej sławy;

Wierzy, że wróżby spełnić się powinny.

Wiosna mu przecież sukces wywróżyła,

Gdy go prosiła do wspólnego tańca:

„Miecze swe rozwiń – radą mu służyła –

Stań się paciorkiem mojego różańca!”

Trochę się spóźnił, gdy pąki rozwinął,

W letnim konkursie laur sławy uzyskał,

I tak jak marzył, orężem zasłynął,

Dzięki swym skrzydłom do husarii przystał.

Raczej nie zdoła lato bez gladioli

Wiosny pokonać – pięknej zagrać roli.

Ostróżki

Wiesz? Gdyby niebo innej barwy było,

Na co dzień miało słoneczną pozłotę,

Może ostróżkom by pozazdrościło,

Na błękit pewnie miałoby ochotę.

A może kwiaty plagiatu się bojąc,

Bardzo niechętnie z nieba biorą przykład,

Rzadko się stroją, błękit za wzór biorąc,

Szczęściem nie wszystkie - ogród da nam wykład.

Któż nie rozpozna niezapominajki,

Karpackich dzwonków, goryczek prześlicznych,

Małych szafirków, jakby z innej bajki,

Wielkich hortensji, irysów barw licznych.

Uwielbiam ogród, wszystkie jego szatki,

Kocham ostróżki za ich błękit rzadki.

Płomyk

Ta swojsko brzmiąca nazwa niech nie zmyli,

Nas – co kochamy z floksem spędzać lato,

Bardzo zmartwieni przecież byśmy byli,

Gdyby zabrakło pieszczoty Erato.

Kwiecistą wiechą piękniejszą płeć kusi,

Zapachem słodkim, urokiem palety,

Chłopiec wysilać wcale się nie musi,

Cieszy się z floksów, wszem znanej, zalety.

…I pszczole służy opieka 'płomyka',

Truchlejąc, chętnie chowa się w azylu,

Gdy przed szerszeniem w popłochu umyka.

Szczęściem milionów – floks – choć nie wiem ilu.

Posłańcem letnim, 'Płomyk Wiechowaty',

Poezji muzie, nowe śle tematy.

Powój

Każdy ogrodnik, powój wręcz przeklina,

Wiecznie z nim walczy, w tym nie ustępuje.

Choć go wyrywa, uparcie wycina,

Zatruć natręta bezwzględnie próbuje,

Dzielnie, jak Feniks wyrasta ponownie.

Wszędzie się ścieli, na wszystko się wznosi,

Nie zna „przepraszam”, wije się dosłownie,

Nikogo przy tym, i o nic nie prosi.

Sam sobie sterem i dzielnym okrętem,

Poradzi w każdej niemal sytuacji,

Oplata wszystko swoim mocnym skrętem,

Z nikim nie miewa poprawnych relacji.

Prostsze by było życie bez powoju,

W żadnym ogrodzie, nie zazna spokoju.


Rabatka

Jeszcze nie ogród, jedynie rabatka,

Początek skromny ciekawej przygody,

Sołtysa nawet nie wymaga zgody,

Miejsce, jak ulał, dla szałwii i bratka.

Kota uwiedzie wonna kocimiętka,

Maciejka kusi niezwykłym zapachem,

Kąpać się można pod gwieździstym dachem,

Choć tak nie pachnie ja wolę... onętka,

Astry, nagietki, nasturcje, werbeny,

Begonie, cynie, nawet aksamitki,

I nic, że zapach mają taki brzydki,

Skoro lwim paszczom nie oddają sceny.

Celozji barwnej, już od wielu laty

Awanse czyni starzec popielaty.

Rododendrony

Maj w pełni. Kwitną więc rododendrony

I ich krewniaczki, siostry wręcz - azalie.

Kto żyw się śpieszy niskie bić pokłony;

Nie ujrzą ślicznych uśpione wciąż dalie.

Może i lepiej, bo by się skłóciły,

Z wielkiej zazdrości kwiat by wyrywały,

Uciekł by urok obu przecież miły,

Nagrody żadnej by nie doczekały.

Dalie, niech jeszcze trochę zaczekają,

Jesień bez dalii byłaby smutniejsza,

Różaneczniki prezenty rozdają

Wiosna szczęśliwa - dziś jest najpiękniejsza.

Co kwitło dotąd, teraz brzmi banalnie;

Maj, umajony niemal nierealnie.

Róża

"Lato czas zacząć!" - Róża zawołała.

Najpierw nieśmiało, pączki swe wychyli…

Zimą wciąż marzła, na swój dzień czekała,

Zerknie przez liście: "Widzowie przybyli?"

Nie dla niej spokój na rozległej łące,

Pragnie zachwytu... „lilia niech się schowa”.

Daje się dotknąć uroczej biedronce,

Divy grać rolę zawsze jest gotowa.

Rozchylać płatki pozwala trzmielowi,

On tylko może całować ją czule,

Ostro zagrozi kolcem intruzowi:

„Niechaj zazdrości! Jego nie przytulę!”

Znów przyjdzie czekać cały rok, bez mała,

Na taki koncert, jaki róża dała.

Róża pnąca

Jakby jej miejsca na Ziemi zabrakło

Ku niebu wznosi swoje długie pędy,

Tak róża pnąca kolorem czerwieni,

Zdobyć chce słońca dodatkowe względy.

Za nic ma sobie sąsiadek protesty,

Że im odbiera całą radość życia:

„Mróz poprosimy by wykonał testy”,

Plan chytry knują – pnącej się pozbycia.

Nie wiem, czy różę te groźby wystraszą,

Nie sądzę, ale niech się mrozu strzeże,

Świetnym wrażeniem pretensje wygaszą?

W to jednak także, raczej nie uwierzę.

Róże w ogrodzie toczą swoje boje,

Przyćmić je pragną perze i powoje.

Rumiany, kąkole...

Rumian, mak, kąkol ubrany w bławaty,

Strażnicy pola - 'trzej muszkieterowie',

Gdy ich zabraknie, kto pokryje straty?

W snach pozostaną miedz opiekunowie?

Kiedyś powszechne, dzisiaj coraz rzadsze,

Wsi polskiej, jakże urocze symbole,

Aż strach pomyśleć, że je pamięć zatrze,

Jakże smutniejsze będzie bez nich pole.

Nie chcę spełnienia, kasandrycznej wróżby,

Róbmy coś? Prośmy, by przy nas zostały!

Dla ich ochrony powołajmy służby;

Miedzy pomnikiem – trójki tej świat mały!

O! Babciu! Pole całe jak laurka!

Może zawoła kiedyś wnuczki córka.

Schyłek lata

U schyłku lata barw przeróżnych tęcza.

Wciąż kwitną dalie, urok się nie zmienia,

Dziewczynom, astrów przyśnią się naręcza,

Różany zapach pobudza pragnienia.

Z balkonu spływa, choć już ranki chłodne,

Czerwonym deszczem kaskada surfinii.

Pod nim w ogródku, znów stają się modne,

Pieszczą wspomnienia grządki dumnych cynii.

Popatrz! Magnolia czekania dość miała ,

Do maja, ślicznej przecież za daleko ,

Nieśmiało kwiatem zza liści wyjrzała,

Wiosny przedsmaku użyczyła deko.

Fascynująca jest życia potęga,

W każdy zakątek możliwości sięga.

Słoneczniczek

Jak śliczny uśmiech wnuczki ukochanej,

Jak pocałunek słodziutki w policzek,

Radości źródłem został niespodzianej,

Gdy blask roztoczył, żółty słoneczniczek.

Na dłuższy spektakl chyba się zanosi,

Bo nim przekwitnie złocistym dukatem,

Kolejne pączki o uprzejmość prosi,

Rozbłysków słońca nie poskąpi zatem.

Nieco skromniejszy od swego krewniaka,

Zim się nie boi, strojny do jesieni,

Uroda jego też nie byle jaka,

Więc każdy ogród w złoty gaj zamieni.

Cieszy uroczy, zwłaszcza, gdy się spóźni,

W złocie wybity, we wrześniowej kuźni.

Słoneczniki

Błyszczą słonecznym złotem słoneczniki,

W tych ‘lustrach’ słońce się chętnie przegląda.

Piękne, ciepłego spojrzenia wyniki,

Świat doskonale w ich blasku wygląda.

Wstał dziś słonecznik, wyraźnie zaspany,

Słońca nie widzi, bo na niebie chmury,

W panikę wpada, nie wie roztrzepany,

Gdzie blasku szukać, spuścił wzrok ponury.

Miłość – tak bywa – często otumania,

W sercu lęk budzi, gdy z wyznaniem zwleka.

Chce zakochany 'słonka' już od rana.

Czy dziś słonecznik rozkoszy doczeka?

Bez słońca, żaden słonecznik nie zdoła

Szczęścia doświadczyć, życie inne zgoła.

Szparag

Słyszy ogrodnik: „Wiesz? W okno zagląda

Szparag - tak mocno wyrósł tego lata.

Ten erotoman chyba mnie podgląda,

Gdy się rozbieram.” „Żono... koniec świata!

Czemu Maryśka nigdy nie narzeka,

Choć pod jej oknem spragniona kolejka?

Co wieczór karnie szparagów rząd czeka –

Tobie przeszkadza, że przez okno zerka.”

„Bo jest bezczelny i mnie molestuje”.

„Kochanie! Smęcisz, jest jeszcze zielony.

On tu zostanie, okno zamuruję!

Szparag - zboczeniec? To pomysł szalony?”

Różne ogrodnik dylematy miewał,

Ale takiego, kto by się spodziewał?

Tobie Lilio

Białystok – dawno, bardzo dawno temu,

Może przy Ciepłej, a może Jagienki,

Uroczej lilii podziwiałem wdzięki,

I mnie uwiodła. Nie pytałem, czemu?

Oczy, gdy zamknę, widzę jej spojrzenie,

Ona wciąż przędzie swój uroczy wątek.

Lilia w mym sercu zdobyła zakątek;

I tak już będzie, spełnia się marzenie.

Bo choć mi życie chciała zdominować,

Pewna mej troski, póki służy siła,

Za lata, w których mi towarzyszyła,

Pragnę przepięknej ślicznie podziękować.

Ten białostocki, miłości początek

Trwać będzie dalej: i „w świątek”, i „w piątek”.

W ogródku skalnym

W skalnym ogródku dziś chwila wspaniała:

Dzwonek karpacki, Szarotka alpejska,

Para kochanków znowu się spotkała.

Ona mu szepcze, on jej głośno z wiejska:

„Witam cię miła, rok cię nie widziałem,

Choć czas się dłużył warto było czekać,

Przepiękna jesteś, wciąż nadzieję miałem,

Ze też mnie kochasz i nie będziesz zwlekać.”

„Dzwoneczku miły, dobrana z nas para,

Bardzo lubimy sąsiedztwo kamieni,

Razem zakwitnąć każde z nas się stara.

I mam wrażenie, że to się nie zmieni.”

Pięknie, nawzajem się komplementują,

Przyszłość swą wspólną omówić próbują.

Wiosenne prezenty

…Bez tulipanów, narcyzów pasteli,

Woni hiacyntów, szafirków brokatu,

Łanu krokusów, przebiśniegów bieli,

Koron cesarskich pełnych majestatu?

Nie wyobrażam sobie takiej wiosny.

Płacze listopad, może nie bez racji,

Łzami zalewa smutny wzrok zazdrosny:

"Z chęcią bym został powodem sensacji.

Za czym bym tęsknił w czas grudniowej pluchy,

Czy śnieżnej zimy, czasem tylko ładnej,

Na kość mrożącej dłonie zawieruchy,

W swym uprzykrzaniu paskudnie dokładnej?"

I choćbym nie spał, mimo sentymentów,

Wszystkich nie zliczę wiosennych prezentów.

Wodna lilia

Chwali się żaba: „ Widzisz nowe płetwy”

Sąsiadka pyta; „Ale, czy wygodne?

W nich dopilnujesz całej swojej dziatwy?

Ja bym wolała raczej lilie wodne.

Czy to nie fajnie, gdyby w naszym stawie

Wyrosły kwiaty przecież tak dostojne.

Było by pięknie, jak w Wersalu prawie,

Wieczory wszystkie byłyby upojne.

W sąsiedztwie lilii kąpać się bezpieczniej,

Pod wielkim liściem kijanka się schowa,

D-witaminy zdobyć, tak koniecznej,

Można by było - kładka jest pechowa.”

Chyba przyjemność zrobię mądrej żabce

Lilię posadzę wodną tuż przy kładce.

Wrzośce

Wiosna krzyknęła: „Wrzosy oszalały!”

W marcu zakwitły. Ale to pozory.

To wrzośce wiośnie piękny pokaz dały,

Nie dla nich ciepłe wrześniowe wieczory.

Wrzosy w wrzoścami się chytrze zmówiły,

Tak, by uniknąć wzajemnej razy,

Rokiem się wespół mądrze podzieliły,

Żeby się pszczoły najadły dwa razy.

Inaczej - biedne - by się pomyliły

Co w skutkach - przecież - byłoby brzemienne,

Wrzosowym pyłkiem wrzośca zapyliły,

A to gatunki krzewinek odmienne.

Sprytnie to sobie - piękne - wymyśliły,

Wiosna i jesień będą o nich śniły.

Ziółko

Piołun pod płotem smutku łzy wylewa

Bo mięta nie chce mieć gorzkiego zięcia.

Z tęsknoty więdnie, jeszcze się spodziewa,

Śni piękną rolę bajkowego księcia.

Mięty wciąż pragnie – ta ma powodzenie.

Mąż, do jej piersi chętnie się przytuli;

Najczulej koi największe pragnienie,

Najtwardsze serce kropelką rozczuli.

Lipy - jak zawsze - sławy laur zdobędą.

Malin im trzeba do wspólnego tańca,

Milion przeziębień leczyć razem będą,

Goryczą gardzą, spod płotu wygnańca.

Piołun zaczeka. Za wszystkie przykrości

Gorzko odpłaci, gdy poczują mdłości.

Naparstnica

Do przeuroczej, smukłej naparstnicy

Pędzą owady, radują się wielce.

Jak do sąsiadki? Nie! Oblubienicy!

Wszystkim tłumaczą, że kurują serce.

Zwłaszcza trzmielowi bardzo odpowiada

Taka 'poradnia pierwszego kontaktu'.

Pszczołom niechętnie się z tego spowiada:

„Nie przypominam sobie tego faktu”.

Ja również chętnie poznam naparstnicę,

Doceniam boski urok tej „lekarki”,

Nie raz pytałem czy ma siostrzenicę,

Cała opiekę wziąłbym na swe barki.

Ogrodnik - lekarz zaznaczy w posłowiu,

Rendez-vous z kwiatkiem pięknie służy zdrowiu.

Krokusy

Krokusy twierdzą, że przepędzą zimę,

Wiosnę już wróżą, marzec ciepłem chucha,

Choć mróz czasami nie wie, co to skrucha,

Hardym przechwałkom rankiem kwasi minę.

Witajcie! Śliczne. Nadzwyczaj was lubię.

To bardzo miłe, że wracacie wiernie;

Uroda błyszczy – kusi wzrok niezmiernie,

Jak młodej panny na jej własnym ślubie.

Szczególnie kiedy kwitną całe łany,

W utkany słońcem, ciepły dzień wiosenny,

Po długiej zimie jeszcze bardziej cenny;

Ja widzę trawnik kwiatami zasłany.

Skoro w was tyle urody dziewczęcej.

Jak przyjdzie jesień zasadzę was więcej.

Boże liczka

Jest skromny kwiatek, któremu się śpieszy,

Że koniec zimy, chętnie wszem ogłasza,

Cienia pretensji żaden byt nie zgłasza

Choć to nie złoto, wszystkie oczy cieszy.

Podbiał jak dukat pośród suchych liści

Wiernie mróz żegna – wiosna całkiem blisko,

Chociaż po nocy zdarza się, że ślisko,

Wkrótce się miły sen o cieple ziści.

Kto ukochanej, długo wypatrywał

Radość przeżywa, doczekał się w końcu;

Dziś ‘Boże liczka’ grzeją płatki w słońcu,

Choć tak niedawno jeszcze śnieg je skrywał.

Odwagą błyszczą złociste okruchy

O rychłej wiośnie potwierdzają słuchy.

Przylaszczki

W przylaszczce się zakochać można

Prawie jak w roży, jak w stokrotce.

Róża jest jakby zbyt ostrożna,

Przylaszczkę wręczyłbym Dorotce.

Tego błękitu - Boże drogi!

Szafiry mogą pozazdrościć.

Dorotkę w nastrój wprawi błogi

Zimowe prysną zaległości.

Oczom swym mógłbym słać rozkazy

Żeby przylaszczkom barw uszczknęły

- Z nadmiarem mierząc się emfazy -

Chociażby larum kwiaty wszczęły.

I prosił o to będę grzecznie,

Żeby zechciały kwitnąć wiecznie.

Podbiał

Podbiał rozzłocił posusz pozimowy

Nie lato wprawdzie, lecz zima nie wróci.

Choć wokół ptasie toczą się rozmowy

Chłód jeszcze nie raz z kwietniem się pokłóci.

Ale to Biebrzy gościom nie przeszkadza,

Już coraz bliżej gody batalionów,

Pomimo zimna, niczym czwarta władza,

Jakaś je siła wysyła w te strony.

Przybywa kwiatów, choć brak zieloności...

Ta, jakby jeszcze przeczuwając chłody,

Ku naszych tęsknot i oczu przykrości,

Na szmaragdowy boom nie daje zgody.

Lecz skoro podbiał odwagi ma więcej

My też na wiosnę zacierajmy ręce.

Śmiałek niepokorny

Kiedy ciemiernik, wiosny zwiastun,

Zechce pomimo przeciwności

- Zimnych okładów kilkunastu -

Oczom dać powód do radości,

To niczym herold głosi wszędzie

Zimowej aury rychłą zmianę

I serc miliony w mig zdobędzie,

Przez wszystkich będzie podziwiany.

Jakby miał sprawy dziwnie pilne...

Zakwita śmiałek niepokorny

Cudownie niemal, gdy śpią inne...

Nikt go nie nazwie - niepozorny.

Ja ciemiernika wielce cenię

I zdania o nim już nie zmienię.

O forsycji

Ile to się forsycja nabiedzi

Zanim oczy się wszystkie zachwycą,

Nim się kwiatów urodą nasycą,

Nim z zazdrości zakipią sąsiedzi.

Tak się śpieszy, wciąż pierwsza być pragnie,

Lecz się mrozu jak wszystko obawia,

Zawsze chwilę się, więc zastanawia

Nim zasady swe BHP nagnie.

I gdy tylko wyczuwa, że można

- Zawsze w kwietniu, bo w nim zakochana -

Pierwsze kwiaty, choć jeszcze zaspana

W rekonesans wysyła z ostrożna.

Wita wiosnę i marzy o sławie;

Spójrzmy na jej marzenia łaskawie.

I znowu...

I znowu popsuł humor mróz mi nocny,

Znowu magnolie bezlitośnie zważył

Bo w całym świecie nie ma takiej straży

Co by dowiodła, że nie taki mocny...

Za to sasanki za nic sobie mają

Upartej zimy niechciane podmuchy,

Śmiały ciemiernik na jej groźby głuchy,

Hiacynty świetnie sobie poczynają,

Kwitną na przekór nocnemu oprawcy.

Za to je lubię i dlatego sadzę

Bo tylko one z kwietniem sobie radzą

Im nie zaszkodzą mroźni mocodawcy.

Co roku czekam kwietnia bezmroźnego

Moja magnolia dobrze wie, dlaczego.

Magnolie

Uwielbiam chwile, kiedy się magnolie

Jak do wesela, jak na bal szykują,

Śpiocha obudzą, drania oczarują...

W ten słodki jasyr szedłbym dobrowolnie

I słowa skargi by nie usłyszały,

Innym bym kwiatom chwili nie poświęcił

Choćby i miały na to morze chęci,

Na jednej strunie, jak Niccolo* grały.

Zawsze powodem będą niedosytu,

Mnie się wydaje, że są z porcelany...

Żal pozostaje, że nieubłagany

Czas im nie zechce udzielić kredytu

Bo nie brak oczu ich urody chętnych,

Bo jest niewiele stworzeń równie pięknych.

O Bergenii

Wiesz? Z bergenią to sprawa jest prosta

Raz ją w życiu posadzić wystarczy

Na skalniaczku, choć murkom też sprosta.

Tak naprawdę to wszędzie zawalczy.

Oczko wodne uwielbia, strumyczek,

Bo na suszę nie bardzo jest chętna

Jak zielony tłustawy policzek.

Szkodnik powie - "Nie. Nie jest ponętna".

Za opiekę się zawsze odwdzięczy

Różowymi zazwyczaj kwiatkami.

Jest skromniutka, więc i nie zamęczy

Ja ją lubię, bo tak między nami

Nad nią skakać zwyczajnie nie muszę,

Gdy zakwitnie to nawet się wzruszę.

Korona cesarska

Czekam dnia, gdy się znowu ukaże

Wiosnę głosząc cesarska korona.

Czy ma szanse nie zmarznąć wciąż ważę...

Och! Już jest! Znów zachwytów spragniona...

Mnie nie wadzi jej woń nieszczególna,

Nie przejmuję się jej zwyczajami,

Zrozumienie to wręcz obopólne

Bo czy wszystko ma pachnieć fiołkami?

Drobna wada zaletą być może,

Nikt nie zechce jej więzić w wazonie

Szachownicy najlepiej na dworze,

Ogrodowi dodaje fasonu.

Mógłbym czekać korony jak żebrak

Bo fasonu - to prawda - jej nie brak.

Tulipany

Grzechem by było, gdyby tulipany

Nie wysłuchały na swą cześć sonetu.

Nie! Nie przyparły mnie do żadnej ściany,

I nie spodziewam się lilii odwetu.

Bez tulipanów nie byłoby maja,

Lilie nie mogą mieć do nich pretensji:

„Niech się ich blaskiem cały świat upaja,

Pytać nie muszą dalii, ni hortensji.

Może magnolie i rododendrony

Sprzeciw, lub apel zgłosić by zechciały,

Lecz nie sądzimy, i nawet miliony

Ich barwnych główek chętnie by ujrzały.

Bo piękno znajdzie miejsce swe w ogrodzie

I zdoła z innym przeżyć w pełnej zgodzie.

Bratek

Bratek, jak każdy

Ambitny kwiatek

Pragnie być ważny,

Podbijać światek.

Nie może wiosną

Zabraknąć bratków

Z minką radosną

Ich barwnych płatków.

Żeby dzień matki

Był uśmiechnięty

Posadźmy bratki

Tuż obok mięty,

Bo bratek z miętą

W sam raz na święto.

W zwiewnych sukienkach...

W zwiewnych sukienkach i bez lęku

Prawdziwe bóstwa dwojga światów

Szczęśliwe tańczą z takim wdziękiem,

Że nie zabraknie snom tematów.

Spojrzenia łowią gęstą siecią,

Oczy mrugania zapomniały

Z obawy, że im gdzieś odlecą,

Za jeszcze... wiele by oddały.

Nie spiszą się kwieciste słowa

- Utrwalić piękna nie potrafią -

Choć się starają, to połowa

Tego, co może fotografia.

O makach w zbożu to peany?

Czy o dziewczynach na wydaniu

Kalinki tęsknota

Tęskni kalina - pragnie bzu zapachu.

Ona panienką, lilak - kawalerem.

Choć wierzy wiośnie, gdy ta dzierży stery,

Że go nie spotka - serce spięte strachem...

Ale obojgu zakochanym w maju

- jak to na wiosnę - sprzyja los łaskawy.

Trochę beztrosko, trochę dla zabawy,

Trochę poważnie, hołdując zwyczajom

Zgodni na wszystko, bo jakże inaczej...?

Skoro najbardziej siebie polubili

- Na miłość nie ma stosowniejszej chwili -

Szczęśliwi będą od tej pory - raczej.

Z przerwą na zimę kwiatom bezlitosną

Żeby za sobą znów zatęsknić - wiosną.

Wiersz na sobotę

Zabrakło wiersza na sobotę

A na sobotę wiersz być musi.

Nie, żebym nie miał nań ochoty...

Dziś trudno mnie do rymów zmusić.

Lilie się skarżą już na chwasty.

Tylko pielenie... wciąż pielenie...

A ja...? - zawołał floks szydlasty -

Tez chciałbym... chyba adres zmienię.

Czasu brakuje by się wszystkie

Słońcem ucieszyć mogły kwiaty.

Śpieszyć się... takie oczywiste...

Piwonie robią przegląd szafy.

A tu mokrzyca, tam komosa.

I nerwy na nic... na nic kosa...

Och te lilie!

Jedną dam na dzień dobry,

Drugą mam na dobranoc

Dopóki pięknem kusi

I skoro tęsknisz za nią.

Lilia na każdą porę,

Pogodę i niepogodę

Na dolę i niedolę

Bukiet lilii na zgodę,

Bo gdy afrodyzjakiem

Nieobliczalnym w skutkach

Bywa nie byle jakim

Z lilią słodka pobudka.

Uwodzi wszystkie zmysły

Bledną inne pomysły.

Zwiastun wiosny

Podbiałem wiosna wita się z Podlasiem.

Nie wiem skąd wie to, ale wie bezsprzecznie,

Tyle lat szkoły zatem chyba zna się,

Że teraz w miarę będzie już bezpiecznie.

Może przymrozek jakiś się przydarzy.

W końcu to kwiecień, to nie lato przecież.

Stokrotce byłby z pewnością do twarzy

Poranek z kwietniem - więc marzy w sekrecie.

Wśród morza kwiatów - choćby nawet jutro

Gotowych kwitnąć - czeka niecierpliwie,

W ich towarzystwie wcale jej nie smutno,

A serce bije nawet jakby żywiej.

Tymczasem podbiał ryzyko oswaja,

Nie ma zamiaru czekać aż do maja.